Samarkanda-spełnione marzenie
Stajesz w obliczu wieloletniego marzenia i nie wierzysz.... Bo przecież tyle lat wydawało Ci się, że to musi być podkolorowane, że rzeczywistość nie może być aż tak bajkowa... Przecież bałaś się, że takie wyczekiwane marzenia, mogą nie podołać oczekiwaniom...
A jednak podołały... Stoisz w tej bajce i robisz milion zdjęć bo wydaje Ci się, że każde kolejne spojrzenie jest warte zatrzymania w kadrze....
Nie do opisania, nie do opowiedzenia... Bo takie chwile i zachwyty trzeba po prostu przeżyć.
Do Samarkandy wróciliśmy jeszcze na ostatnie dwa ostatnie dni naszej, niemal trzytygodniowej podróży. I już wtedy wiedzielismy, że to jest to miejsce, w któym moglibyśmy spędzić jeszcze nawet tydzień.
Rozpoczęliśmy tę podróż i zakończyliśmy, w magicznej Samarkandzie.
Pamiętam, gdy pierwszy raz w internecie zobaczyłam zdjęcie Registanu. Nie mogłam uwierzyć, że to miejsce jest prawdziwe. A jednak... I w naszej podróży też tak było, za każdym razem zachwycaliśmy się na nowo.
Podczas naszego powrotu zwiedziliśmy między innymi meczet Bibi-Khanim, który jest jednym z najważniejszych zabytków Samarkandy. W XV wieku był to jeden z największych i najwspanialszych meczetów w świecie islamskim . Uważany jest za arcydzieło renesansu Timurydów .
Na nas również zrobił ogromne wrażenie.
Ostatniego dnia, w wieczornej ciszy odwiedziliśmy nekropolię Shah-i-Zinda. Zapewne w uzbeckim słońcu mieni się niesamowitymi odcieniami błękitu, ale wieczorem jest niezwykle spokojna.
Potem wróciliśmy na Registan Square, gdzie odbywał się pokaz światło i dźwięk.
Mimo wszystkich przepięknych miejsc Jedwabnego Szlaku, które nas urzekły, to właśnie Registan jest tym najbardziej magicznym.
Potem bezalkoholowy drink i ciacho w sprawdzonej restauracji, z pierwszego dnia pobytu i powrót do hotelu. A tu jest jakby luksusowo. No, ale w końcu to zakończenie podróży z okazji 50 urodzin Ani, więc trochę zaszaleliśmy.
Ale o hotelu, będzie innym razem.